Ładuje...

Neutrogena - Formuła norweska

24 stycznia 2018, poniedziałek

Scandi Kosmetyki to kolejna odsłona Skandynawii na stronie. Jednak chcę być z Wami szczera i muszę napisać, że produkty kosmetyczne skandynawskiego pochodzenia najrzadziej gościły w moim domu. Powodem nie jest ich zła jakość, a kwestia moich nawyków i przyzwyczajeń. Jak już coś polubię i służy mi latami, to cieżko z mi z tego zrezygnować. A taki „swój” jeden specyfik miałam już od długiego czasu.

Z lekkim oporem przed użyciem czegoś nowego, zrobiłam krótkie rozeznanie rynku. Zapytałam znajome, jakiego kosmetyku z północy używają, bądź jaki znają. Zależało mi na tym, aby na początku przetestować specyfik, który najczęściej w Polsce kojarzy się ze Skandynawią. Nie było szału, ponieważ padła nazwa tylko jednej marki Neutrogena - Formuła Norweska.

Co ciekawe, Neutrogena nie jest marką skandynawską, a amerykańską. To co związało jej twórców z północą, to unikalna formuła. Norwegia, przede wszystkim ta odległa, to trudne wręcz ekstremalne warunki pogodowe i na tym się skupiono. Wykorzystano tamtejszy ostry klimat oraz stosowane przez mieszkańców kosmetyki (w tym różnego rodzaju maści). Twórcy formuły wzięli pod uwagę przede wszystkim, zdrowotne oddziaływanie na skórę zniszczoną mrozem. Suche ręce, obolałe usta, zmarznięte ciało, to efekt wystawiania się na niekorzystne warunki atmosferyczne. Zanim marka trafiła na rynek wykonano wiele badań, właśnie w ekstremalnym, arktycznym środowisku. To spowodowało że fundamentem Neutrogeny jest po dziś dzień gliceryna mająca właściwości opatrunku.

Pierwszy kosmetyk jaki przetestowałam to intensywnie regenerująca emulsja do ciała Intens Repair Body Lotion

Właściwie mogłabym swoją opinie ująć w kilku słowach - świetna, delikatna i w 100% odbudowuje. Zostanie ze mną na bardzo długo.

Przez wiele lat przywykłam do jednej marki, którą używała moja mama kiedy byłam dzieckiem. Zapach przywodzący beztroskę, ciepło i miłość. To wszystko sprawiało, że Nivea była dla mnie bezkonkurencyjna. Jednak nie zajęło mi zbyt wiele czasu, aby przywyknąć do nowego produktu. A to już działa na jego korzyść.

Kiedy słyszę reklamy z hasłami typu - efekt natychmiastowy (cokolwiek to oznacza) - to myślę sobie, że działy marketingu mogłyby się bardziej postarać i wymyślić w końcu coś nowego. Jednak w tym przypadku mój sceptycyzm napotkał na ścianę. Co prawda różnicy nie odczułam „od razu”, ale już po 2 dniach. Skóra była odżywiona i delikatniejsza w dotyku. Trzeba powiedzieć, że Neutrogena faktycznie osiągnęła swój cel. Emulsja wchłania się szybko i nie daje efektu pt. „jest wszędzie tylko nie na skórze”.

Zapach, który dla wielu jest dość ważny, w tym przypadku, dla mnie, odgrywa drugorzędną rolę. Lubię zapachy delikatne i świeże. Ten natomiast jest dla mnie neutralny - ani nie drażni, ale też nie dostarcza miłych wrażeń.

Teraz łyżka dziegciu do tej beczki miodu. Opakowanie emulsji jest wykonane z twardego tworzywa, a sam balsam aplikuje się za pomocą pompki. Rzeczona pompka jest tak skonstruowana, że przestaje zasysać, kiedy emulsja wykorzystana jest do połowy opakowania, co daje poczucie, że produkt bardzo szybko się kończy. Osobiście mam na to sposób - rozcinam nożykiem do tapet opakowanie, a wtedy okazuje się, że w środku jest jeszcze sporo kosmetyku. Radzę sobie z tym tak, że opakowanie z resztką zawartości domykam klipsem do papieru, aby zawartość nie wyschła. Używam jednego z mniejszych klipsów, żeby zacisk był silniejszy ponieważ opakowanie średnio chce współpracować. Jednak czy o to chodzi, aby walczyć z opakowaniem i przy okazji całemu się „ubabdziać”? Nie sądzę. Zatem to mój jedyny zarzut w przypadku Intens Repair Body Lotion.

Krem do rąk Hand Cream. Concentrated. Bezzapachowy, jest dowodem na to, że marka oparła skład swoich kosmetyków właśnie na glicerynie. To na prawdę opatrunek na podrażnione dłonie. Jednak nic nie jest doskonałe ponieważ, z jednej strony krem ma sporo plusów, z drugiej znów może nie sprawdzić się w kilku warunkach.

Hand Cream. Neutrogena ma „ciężką” konsystencje. Wchłania się powoli. Na pewno jest dobry na bardzo spierzchnięte i obolałe dłonie. To krem na sytuacje emergency. Faktycznie, z doświadczenia mogę Wam napisać, że gliceryna jest jak opatrunek na zmęczone mrozem cierpiące dłonie. Daje poczucie regeneracji i głębokiej ulgi. W prawdzie nie sprawdzałam kosmetyku płynąć łodzią po morzu arktycznym, ale na szczęście większość z Was nie przemieszcza się w takich okolicznościach (mam taką nadzieję), więc nasze polskie warunki powinny być wystarczające.

Z mojej perspektywy dobry na ostre, zimowe dni. Muszę jednak napisać że odradzam używania kremu szczególnie w jednym przypadku. Piszę sporo na komputerze i niestety, ale w takiej sytuacji wolno wchłaniający się krem nie zdaje egzaminu.

Ostatnim produktem z tych które testowałam jest pomadka ochronna Intense Repair Lip Balm

Nie bez powodu wymieniam ją na samym końcu. Pomadka wchłania się powoli, jest lepka i powstaje takie uczucie jakbym jadła tę pomadkę, Ma silny posmak nieprzyjemnego słodzika, którego nie sposób nie odczuć podczas codziennych czynności. Herbatka z pomadką, kawa z pomadką, kanapka z pomadką…

Lepi się na ustach, nie wchłania się i niestety, ale nie widać żadnej poprawy. Sposób aplikacji też daje sporo do życzenia, jednak gdyby nie wszystkie powyższe minusy to można byłoby jeszcze ten element pominąć, ale niestety produkt w całości jest kiepski. Jak zawsze wykorzystałam całe opakowanie kosmetyku z nadzieją, że być może pojawią się jakieś efekty, ale niestety - takowych brak.

Podsumowując

Uczciwie zachęcam Was do przetestowania emulsji. Jeśli chodzi o krem do rąk to już kwestia tego jak pracujecie i na ile będzie Wam przeszkadzać (bądź nie) ciężka i gęsta konsystencja kremu. Pomadka? Ma moje zdecydowane NIE.

Jeśli testowaliście któryś z powyższych, to napiszcie. Jestem ciekawa Waszej opinii.